64

Świadectwa spisane na kartce

bog-pragnie-wiezi-milosci-komentarz-liturgiczny-622x388

ONI WIĘC WYSZLI I WZYWALI DO NAWRÓCENIA / Mk.6.12
Pierwszy raz Pan Bóg posłał mnie do chorego człowieka około 25 lat temu. Człowiek ten bardzo rzadko chodził do kościoła, jeszcze rzadziej przystępował do Sakramentów Świętych. Znaliśmy się kilkanaście lat. Miał do mnie zaufanie. Zbliżał się pierwszy piątek miesiąca, kiedy to są odwiedziny chorych. Niedaleko mieszkał sąsiad,  którego w każdym miesiącu odwiedzał ksiądz z Najświętszym Sakramentem. Postanowiłam namówić mojego znajomego, aby przy okazji odwiedzin chorego sąsiada przyszedł też i do niego kapłan, i z nim porozmawiał. Zgodził się. Wyspowiadał się, przyjął Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. W niedługim czasie po tym wydarzeniu zmarł.
Po raz drugi Pan Bóg posłał mnie około 10 lat temu do umierającego człowieka, który był mi dobrze znany. Wiedziałam, że człowiek ten tylko raz w swoim pięćdziesięciokilkuletnim życiu przyjął Komunię Świętą. Nie chodził do kościoła /kilka razy był tylko z synem w okresie przygotowań do I komunii świętej/, nie przystępował do Sakramentów Świętych. Ostatnie dni swojego życia spędzał w hospicjum. Miał usuniętą krtań, nie mówił, więc kiedy go odwiedzałam, ja mówiłam,  a on pisał mi swoje odpowiedzi na kartce. Pewnego dnia napisał, że przychodzi do niego ksiądz i proponuje mu spowiedź, ale on nie chciał się zgodzić. Spędzałam z nim dużo czasu, więc przy okazji różnych rozmów zapytałam czy się modli. Napisał, że nie umie. Zapisałam mu na kartce modlitwę ,,Ojcze Nasz”, ,,Zdrowaś Maryjo”, nie pamiętam czy jeszcze jakieś modlitwy i poprosiłam, aby je odmawiał. Następnym razem odwiedziłam go wraz z moją córką, która dała mu różaniec. Pokazałam mu jak się modli na różańcu. Pielęgniarki potwierdzały, że odmawiał modlitwę różańcową. Nadal jednak nie wiedziałam jak nakłonić go do spowiedzi. Myślę, że z natchnienia Ducha Świętego, zapytałam czego jeszcze najbardziej pragnie w swoim życiu? Napisał, że chciałby dożyć do I komunii swojego syna. Zapytałam czy na pewno zrobił wszystko, żeby uczestniczyć w tej uroczystości? Powiedziałam: ,,Poproś o to Boga, wyspowiadaj się, a może poczujesz się lepiej i może Pan Bóg pozwoli ci być na tej uroczystości”. Zdenerwował się na mnie strasznie. Następnego dnia, kiedy przyszłam do niego w odwiedziny – miał już lepszy humor.  Zapytał mnie: ,,Co to jest grzech i jak ma się wyspowiadać?” Napisałam mu wszystko i wyszłam z nadzieją, że Pan Bóg da mu tę łaskę. Kiedy przyszłam następnym razem zauważyłam zmianę w jego wyglądzie. Był szczęśliwy. Na powitanie otworzył szufladę w szafce i pokazał mi kartkę ze spowiedzi świętej. Byłam bardzo szczęśliwa. Odszedł w okresie Świąt Wielkanocnych pojednany z Bogiem. CHWAŁA PANU.                                                        Bożena.

 

images (2)

Jeśli jednym zdaniem, miałabym określić czym jest wiara, powiedziałabym: „niemożliwe staje się możliwe”… Jeśli miałabym powiedzieć szerzej, to stwierdziłabym, że wiara jest relacją z Panem Bogiem. To zaufanie i bezwarunkowa miłość do Boga. Bo prawdziwa wiara wyraża się zawsze przez miłość. Ale każda miłość wymaga poświęceń – to ofiarowanie siebie. Każde zaufanie i miłość sprawdza się przez próby, zarówno miłość, jak i wiara zawsze zostanie poddana próbie… Ofiarowanie siebie i zaufanie Panu Bogu nie może być wydarzeniem jednorazowym. Tak jak każda miłość musi być pielęgnowana, tak i fakt ofiarowania się Bogu musi być nieustannie odnawiany, dzień po dniu, przez całe życie. Miłość do Boga to także zgoda na działanie Boga w moim życiu, bez względu na wszystko. To miłość bezwarunkowa. Bo Bóg zawsze jest przy mnie i nigdy mnie nie opuści, i zawsze wskaże mi drogę:„  Sam Pan, który pójdzie przed tobą, On będzie z tobą, nie opuści cię i nie porzuci. Nie lękaj się i nie drżyj!” Ks. Powtórzonego Prawa 31;8 Wiem, że Bóg zawsze pierwszy Sam pójdzie tam, gdziekolwiek będzie chciał mnie posłać. I już nie martwię się o jutro…, bo wiem, że On tam już jest… Zawsze należy przyjąć to, czym dotyka nas Jezus Chrystus. Jeśli dotyka mnie trudną sytuacją to na pewno ma w tym jakiś cel. Jeśli stawia mnie w sytuacjach trudnych, to tylko po to, by zaraz z nich mnie podnieść. Czasem mi coś „ zabiera” , ale jeśli przy Nim pokornie trwam w zaufaniu, oddaje to zwielokrotnione… . Nigdy nie zostawia też w sytuacji bez wyjścia. Zawsze jest obok mnie. Kiedy dwa lata temu, nagle ciężko się rozchorowałam i byłam „ jedną nogą na drugim świecie”, wiem, że mój Anioł Stróż wyprosił Boga , by dał mi jeszcze szansę… Jezus przychodzi „ mimo drzwi zamkniętych” – a drzwi mego serca były wówczas ,,szczelnie” zamknięte. Ale Pan Jezus patrząc na ,,nic” widzi bardzo wiele, patrząc na ,,niewiele” widzi jeszcze więcej… Patrzy na człowieka wiedząc jakim on może się stać… Nieustannie daje drugą szansę… Teraz wiem, że Jezus tym wydarzeniem chciał ratować moją duszę. Dziękuję ci Panie Jezu za wszystkie przeciwności, dzięki nim, mogę poznawać kim jestem… I wiem, że Bóg nigdy mnie nie zawiedzie. I jeśli upadam, to On zawsze mnie podniesie. Bo z Bogiem nic nie tracę , zaś bez Boga, wszystko jest stracone… Moja przemiana była możliwa także dzięki spowiedzi świętej. Ponad rok temu, w konfesjonale Pan Jezus posługując się kapłanem „ nie złamał, już nadłamanej trzciny ”, którą byłam… Dziękuję za łaski otrzymane w tym sakramencie. Uczę się „ ciszy”, bo Bóg przemawia w ciszy serca i zawsze w ciszy przychodzi… Jest ogromnym Darem, który należy umieć przyjąć… Więc nie lękaj się, Jezus Cię szuka… Tylko pozwól mu się odnaleźć… Dziękuję Ci Panie Jezu, że zawsze Byłeś i Jesteś przy mnie… Pomódl się Miriam, aby Twój syn Żył we mnie… Ksenia

 

imagesieir

 

Mam na imię Magda, 33 lata. Proces mego nawrócenia rozpoczął się ponad 2 lata temu. Wychowałam się w rodzinie katolickiej. Jako dziecko uczęszczałam do kościoła za namową mamy, potem – bo tak trzeba, będąc już osobą dorosłą- chyba z przyzwyczajenia. Bardzo często nie rozumiałam księży. Chodziłam do kościoła, ale byłam bardzo daleko od Boga. W moim życiu wszystko układało się dobrze: miałam bardzo dobrą pracę, wspaniałego męża, dwie córeczki, dom. Jednak czułam się bardzo zraniona, smutna. Nic mnie nie cieszyło, byłam też bardzo  nerwowa. Trzy lata temu dostałam- od koleżanki mojej mamy- różaniec i książkę pt.: ,,Fatima”. Wyczytałam tam, że Najświętsza Maryja Panna obiecała dzieciom, że jeżeli ktoś odbędzie 5 pierwszych sobót miesiąca biorąc udział we mszy świętej, przystępując do spowiedzi i komunii świętej oraz odmawiając cały różaniec i przez 45 rozważając Tajemnice Różańca Świętego to otrzyma życie wieczne. Podjęłam się tego nabożeństwa Pierwszych Pięciu Sobót Miesiąca i od tamtej chwili moje życie powoli, ale systematycznie zaczęło się zmieniać. W mojej rodzinnej parafii, w czasie rekolekcji, głosił Słowo Boże ojciec  Paulin z parafii p.w. Św. Ludwika we Włodawie. Głoszone kazanie z wielką mocą trafiło do mojego zatwardziałego serca. Miałam wrażenie, że rekolekcjonista odpowiada na wszystkie nurtujące mnie pytania. Po tej Mszy św. poczułam silne przynaglenie do rozmowy z tym kapłanem. Ojciec Piotr w trakcie dyskusji zaprosił mnie do uczestniczenia w Rekolekcjach Odnowy Wiary. Zdecydowałam się dojeżdżać w tym celu  do Włodawy. Byłam jeszcze wtedy osobą zamkniętą, moje serce było obciążone grzechami i nienawiścią. Podczas rekolekcji Pan Bóg cały czas oddziaływał na mnie. Doznałam ogromnego poczucia, że muszę kilku osobom koniecznie przebaczyć. Tak też zrobiłam. Podczas modlitwy o uzdrowienie doznałam łaski uzdrowienia wewnętrznego. Pan Bóg ukazywał mi stopniowo wszystkie moje grzechy. Odbyłam spowiedź z całego życia. Kamień z mojego serca został rozbity. Poczułam szczęście i ogromną miłość Boga, Jezusa i Maryi. Uwierzyłam, że Bóg jest żywy, działa dziś i teraz. Po zakończonych rekolekcjach zdecydowałam się na przynależność do formującej się właśnie Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym ,,Emmanuel”. Moje obecne życie jest już zupełnie inne. Robię wszystko, by Bóg był zawsze na pierwszym miejscu. Chwała Panu!

 

Jezus napis zielony

Mam na imię Grażyna, należę do włodawskiej Odnowy w Duchu Świętym. Wspólnota ta działa już dwa lata, należę do niej od początku jej istnienia. Chcę się podzielić świadectwem działania Ducha Świętego w moim życiu i moich najbliższych. Zacznę od siebie. Stałam się inną osobą, nie jestem już takim nerwusem jakim byłam. Zapomniałam jak się przeklina, obecnie patrzę na sprawy i życie oraz osoby, które mnie drażniły ze stoickim spokojem i dobrymi myślami, czego zdecydowanie brakowało mi wcześniej. Mój mąż również stał się innym człowiekiem, odzyskał spokój wewnętrzny, wyciszył się. Nie szuka już byle powodu do kłótni. Moja córka, która nie wiadomo z jakiego powodu przez dłuższy czas się do nas nie odzywała – jest znowu z nami i wybiera się na Czuwanie Odnowy w Duchu Świętym, które będzie w Częstochowie. Moja mama, u której zdiagnozowano wodę w płucu a następnie guz, po swoim wyjściu w styczniu ze szpitala chodziła ze mną na Wieczory Uwielbienia. W kwietniu pojechała do Lublina, by kontynuować leczenie. Wykonano prześwietlenie i inne badania, po których okazało się, że płuco jest czyste i został tylko ślad po guzie. Za to wszystko niech będzie chwała Najwyższemu Bogu! Od ,,małego” jestem dzieckiem Bożym wierzącym i praktykującym. Zawsze czułam Bożą moc i Jego działanie z wysokiego tronu, z którego patrzył na mnie i moje życie a ja oddawałam Mu cześć i chwałę. Od kiedy zaczęłam uczestniczyć w Wieczorach Uwielbienia bardziej czuję Bożą obecność i moc w sobie. Przeniknął On mnie dogłębnie i teraz, gdy modlę się do Niego lub rozmawiam z Nim to czuję, jakby Był obecny przy mnie ciałem i duchem. I za to wszystko niech będzie chwała Panu Najwyższemu!

 

6f6c85ca779fbbd1121a4aa1072fe4f7
Witam wszystkich bardzo serdecznie, niech Pan Jezus błogosławi wszystkim.
„Nikt nie zapala światła i nie stawia go w ukryciu ani pod korcem, lecz na świeczniku, aby jego blask widzieli ci, którzy wchodzą”. Łk. 11, 33”
Zgodnie z tymi słowami winien jestem świadectwo Panu Jezusowi za miłość, którą mnie obdarzył i łaskę, jakiej mi udziela nieustannie.
Moja przygoda z Jezusem ŻYWYM i działającym DZIŚ I TERAZ zaczęła się bardzo nietypowo, jak by się mogło wydawać. Prowadziłem po ludzku ,,dobre życie”, a więc praca zawodowa, wspaniała rodzina, od czasu do czasu wyjazdy za granicę… Z kościołem w owym czasie nie miałem wiele wspólnego poza kilkoma wizytami rocznie, życia sakramentalnego właściwie nie prowadziłem. Właśnie podczas jednego z takich wyjazdów Pan Bóg zadziałał w moim życiu – jak się później okazało- z mocą. Będąc u kuzyna wpadła mi w ręce książka egzorcysty o posłudze wypędzania złych duchów. W niej wyczytałem jak szatan wyraża się o Matce Bożej. Od tamtego czasu nękały mnie myśli bluźniercze. Głowę mi rozsadzało, nie miałem pojęcia co robić, wiedziałem, że to nie jest normalne, ale do kościoła mnie nie przynaglało. Spotkałem wtedy mojego kuzyna, który był już od dawna na drodze Pana Jezusa (to chyba nie przypadek), opowiedział mi o wspólnotach Odnowy w Duchu Świętym, o Mszach Świętych z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie (nie mam pojęcia dlaczego to zrobił, bo nie rozmawiałem z nim o tym problemie). Pomyślałem wtedy, że skorzystam z takiej możliwości, ktoś pomodli się nade mną i problem ustanie, a ja dalej wrócę do mojego „bagienka”. Przebywając za granicami kraju nie miałem możliwości, by skorzystać z takiej modlitwy. Gdy wróciłem do Polski dręczenia nasiliły się nie do zniesienia. Mówiłem sobie: gdzie ja pojadę do Lublina szukać charyzmatyków, gdyby to było we Włodawie, to bym poszedł. Pan Jezus nie kazał mi długo czekać, za około miesiąc zaczęły się rekolekcje prowadzone przez o. Piotra. Poszedłem na nie z myślą, że ktoś coś poszepcze nade mną problemy, ustaną i będzie ok. Pan Bóg miał inny plan. Podczas jednego ze spotkań rekolekcyjnych poczułem w sobie ogromną, nieodpartą potrzebę Spowiedzi Świętej. To uczucie było tak silne, że nie mogłem usiedzieć na miejscu, miałem poczucie, że zawiodłem kogoś bardzo bliskiego. Zebrałem się w sobie i poszedłem do pierwszego lepszego kapłana. Oddałem Panu wszystko co zalegało na mojej duszy. Nie przejmowałem się wtedy tym, co kapłan pomyśli o mnie, pragnąłem tylko, aby Bóg mi wybaczył. Po tym wydarzeniu obieraliśmy PANA JEZUSA jako swojego PANA I ZBAWICIELA. Miałem moment zawahania (przecież ja wszystko stracę: moje życie towarzyskie, kolegów, imprezy – jak tu żyć?). Wstałem z ławki i poszedłem – to były takie karteczki z treścią oddania swego życia Jezusowi, uklęknąłem przed wystawionym Przenajświętszym Sakramentem, przeczytałem, zawierzyłem i podpisałem. Od tamtego czasu zmieniło się w moim życiu wszystko. Jak przyszedł dar łez od Ducha Świętego, to ja – dorosły chłop przepłakałem ze dwa dni, łzy ciekły na samo wspomnienie Jezusa. Rekolekcje się skończyły. Nie zdecydowałem się wstąpić do wspólnoty, jednak nie mogłem przestać mówić o Bogu. Pochłaniałem Pismo Święte i inną literaturę katolicką, temat wiary w Pana Jezusa dominował w prowadzonych przez mnie rozmowach ze znajomymi. Pan Jezus dawał pocieszenie na modlitwie do tego stopnia, że odczuwałem Jego obecność. Trwało to około roku. Bywałem na Wieczorach Uwielbienia, ale do wspólnoty nadal nie należałem. Pewnej nocy przyśnił mi się sen, w którym zobaczyłem salę w piwnicy klasztoru ( nie wiedziałem, że tam odbywają się spotkania wspólnoty). Były tam poustawiane krzesła, na których siedzieli ludzie. Wszystkie były zajęte, tylko jedno – takie prawie połamane – czekało na mnie (byłem o tym wewnętrznie przekonany podczas snu), gdy wstałem pomyślałem, że być może Pan Bóg niecierpliwi się czekając na mnie i w taki sposób ponagla mnie. Poszedłem na następne spotkanie wspólnoty, a było to spotkanie opłatkowe i tak zostałem do dnia dzisiejszego. Jeżeli czyta to ktoś niezdecydowany- to proszę Cię w imieniu Pana Jezusa – powiedz tak, nie zwlekaj, bo szkoda czasu. Nie wiadomo co Bóg właśnie Tobie przygotował. Daj się poprowadzić JEZUSOWI. Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że JEZUS jest w stanie wszystko zmienić. Wystarczy powiedzieć TAK, przecież to BÓG, a nawet dzieci wiedzą, że BÓG JEST WSZECHMOGĄCY! Na co więc jeszcze czekasz bracie, siostro, rozwój duchowy jest równie ważny (jeśli nie ważniejszy) jak fizyczny. Ciekawe czy jest ktoś taki, co ma niedowłady kończyn i nie szuka pomocy, a sprawy ducha to takie mało znaczące- tyle, że nogi i ręce mamy tak na 100 lat (w porywach), a duszę na wieki. Bóg wybrał to co słabe w oczach ludzi, aby zawstydzić tzw. mocarzy- np. modlitwa. Same słowa – pomódl się za mnie – wywoływały we mnie kiedyś uśmiech, nie myślałem, że to w modlitwie jest właśnie wielka moc. Przekonałem się o tym podczas zabiegu operacyjnego mojego synka. Nie był to jakiś skomplikowany zabieg, ale wymagał pełnej narkozy. Mówiąc krótko- miałem stracha. Pomyślałem, że właśnie od tego jest wspólnota. Wysłałem sms-a do kilku znajomych ze wspólnoty. W zasadzie reakcja była natychmiastowa. Przyszły zapewnienia o modlitwie w tej intencji, a do mojego serca wlał się spokój, że wszystko będzie dobrze. Nie wiem dlaczego poprosiłem o to, ale wiem na pewno, że w razie kłopotów zrobię to ponownie i każdemu polecam takie doświadczenie.
Ps. Moje życie prywatne: rodzinne i towarzyskie dopiero teraz nabiera rumieńców, chociaż Duch Święty ma jeszcze sporo pracy w moim przypadku. Dręczenia jeszcze czasem wracają, ale Bóg zrobił mi znacznie więcej niż się spodziewałem. Wyleczył moje serce, dał nowe oczy, które już tak mocno nie wpatrują się w ten świat, uczę się odnajdywać Boga w prozie życia, bo tam jest Jego najwięcej .
Wiem z własnego doświadczenia, że Pan Bóg posłuży się wszystkim, nawet pozornym złem, aby objawić swoją miłość. Wystarczy powiedzieć: JEZU UFAM TOBIE.
CHWAŁA PANU! Mariusz

 

3 - stworzenie

Mam na imię Agnieszka, 32 lata, mama 5-letniej Emilki, 2,5-letniej Malwinki i dziecka o nieznanej jeszcze płci pod sercem, zakochana we własnym mężu od 15 lat, maniakalnie oddana Jezusowi od lat dwóch 😉 lepiej późno niż wcale…
24. 09. 2015 roku startują we Włodawie Rekolekcje Odnowy Wiary. Jestem pełna oczekiwań wobec tego świętego czasu, bo „tak się składa”, że jest to ostatni dzień Nowenny Pompejańskiej odmawianej w intencji uzdrowienia nóg mojej mamy. Pan Jezus miał (ma!) inny plan, jednak ja odebrałam tę sytuację jako potwarz! Dosłownie – pełna pretensji i niezaspokojonych oczekiwań pokładanych w … właśnie w czym? w mocy mojej modlitwy, a nie we Wszechmocy Jezusa! Uzdrowienie się nie dokonało, bo według wiary naszej przecież, ma nam być dane! Wróciłam do domu, zrezygnowana już po pierwszym spotkaniu – otwieram Pismo Święta na ‚chybił-trafił’ :Iż 5, 18-21 palące sumienie wersety!‚ Biada tym, którzy mówią niech Jahwe się spieszy i prędko wykona swe dzieło, byśmy je mogli zobaczyć. Biada tym, którzy sami siebie uważają za mądrych i są rozsądni w swoich oczach.’
Kolejne tygodnie rekolekcji to czas walki duchowej. Posłuszna ojcu duchownemu, od lutego br. jestem animatorem modlitewnym w naszej Wspólnocie Emmanuel i nie dziwiło mnie to, iż podczas rekolekcji, będę modlić się do mikrofonu, co – jak się okazało- nie podobało się wielu osobom przychodzącym na spotkania rekolekcyjne. Poważnie myślałam o wycofaniu się, bo jaki ze mnie ewangelizator, skoro działam jak czerwona szmata na rozwścieczone bydlę… Zwierzyłam się kapłanowi, a on do mnie ( z miłością w sercu!) ‚co ty głupia jesteś? :) Nie widzisz w tym działania złego ducha?! ” No tak… nie widziałam! Kudłaty podszedł mnie tym razem dość banalnie, ale skutecznie. Jeszcze tego samego dnia Duch Święty pokazał na co Go stać przez moje usta i uwielbienie Pana w kościele pełnym ludzi niekoniecznie jeszcze otwartych na radosne oddawanie Bogu hołdu… Po powrocie do domu szukam światła w Piśmie Św. i tak, (!) na chybił-trafił czytam: Niech nikt nie lekceważy twojego młodego wieku. Bądź raczej wzorem dla wiernych w mowie, w zachowaniu, w miłości, w wierze i w czystości. Dopóki nie przybędę, przykładaj się  do czytania, napominania i nauczania. Nie zaniedbuj w sobie daru,, który zgodnie z proroctwem został ci dany przez włożenie rąk prezbiterów. Staraj się o to z całkowitym oddaniem, aby twój postęp był dla wszystkich widoczny.’ 1 Tym 4,12-14
no i
pozamiatane :)  wkrótce potem, dostaję od przyjaciółki modlitewnik „Modlitwa Ofiara Pokuta jedyną drogą do prawdziwego życia w Bogu” i nie ukrywam – sceptycznie podchodzę do lektury, wkrótce pochłaniającej mnie jednak, jak najbardziej pasjonująca powieść! Odnajduję tam wiele nieznanych modlitw, które wdrażam w codzienność i dzięki którym ewidentnie odkrywam działanie Boga w pozornie tylko monotonnej codzienności, np. Nowenna do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły…
Pan Jezus, jednak, w tych rekolekcjach, miał znacznie głębsze pokłady łaski przewidzianej na koniec… Umocnił moją wiarę w Moc Uwielbienia (polecam zresztą super książkę o takim właśnie tytule)!
Młodsza córka nagle zachorowała na ostre zapalenie krtani, paraliżujące jej struny głosowe, gardło i normalne funkcjonowanie organizmu, prowadzące ewidentnie do odwodnienia i skrajnego wyczerpania. Właśnie w czwartek Malwinka wróciła z przedszkola z gorączką i charakterystycznym chrapaniem podczas prób mówienia. Ja wiem, że Jezus jest jedynym lekarzem i wiem, że On pragnie mojego dobra! Ale czy w to wierzę?… Przeczuwam czas próby i w duchu postanawiam wielbić Pana w chorobie mojej córki. Każda matka cierpi, gdy cierpi jej dziecko i nie myśl proszę, że przyszło mi to łatwo! Ale skoro Pan mnie zapewnia ‚Ja jestem Zmartwychwstaniem i życiem! Kto wierzy we Mnie, chociażby umarł, żyć będzie’ to szaleństwem byłoby poddawanie w wątpliwość Jego słów! Jezu, ufam Tobie! – powtarzam z uporem maniaka, patrząc na pogarszający się stan córki. Jezu, ufam Tobie! wiem, że nie skrzywdzisz mnie ani Malwinki…  noc bezsenna, przeplatana atakami kaszlu, płaczu, i non stop różaniec, uwielbienie, koronka, a gdy przychodził płytki sen, po obudzeniu odruchowo szeptałam Zdrowaś Mario, Jezu, ufam Tobie – przez łzy…
Rano jest jeszcze gorzej, idziemy do lekarza, który natychmiast zleca inhalację sterydami 3x dziennie + arsenał leków dodatkowych,a jeżeli nie przyniesie to efektu – natychmiast na pogotowie, dadzą tam zastrzyk z kolejnej dawki sterydów.  Jezu, ufam Tobie! Wierzę w Twoją moc! Podaję córce wszystko wg recepty, do wieczora jakby lepiej więc nie decydujemy się z mężem na ten zastrzyk, jednak kolejna noc pozbawia nas złudzeń. I wtedy przypomniała mi się wspomniana sytuacja z początku rekolekcji, o omadlanych nogach mojej mamy. A w sercu krzyk: Czy takiego uwielbienia chcesz Jezu?!?!? Ile jeszcze wycierpieć ma Malwina byś zobaczył, że ja Tobie ufam?!?!? W odpowiedzi: Cisza! Noc minęła, sobota to cd leków i rozwój choroby, postanawiam jednak wbrew wszystkiemu pójść na Wieczór Uwielbienia, organizowany przez naszą wspólnotę w każdą drugą sobotę miesiąca i ofiarować go w całości uwielbieniu Pana Jezusa w chorobie dziecka, podziękować Mu za Jego plan dla mnie i właśnie z takim nastawieniem jadąc w samochodzie modliłam się słowami: „Jezu dotknij mnie!”. Podczas poprzedzającej Wieczór Uwielbienia Mszy Św. ogarniał mnie spokój i przekonanie, że Pan troszczy się o wszystko, a po komunii św. opiekun odnowy podszedł spontanicznie do mikrofonu i powiedział, że Pan Jezus daje mu jasno znać, że „chce dziś dotykać ciebie jeżeli Mu na to pozwolisz”. O tak!!! Wykrzyczało serce – dotknij mnie i przemień! Potem odeszło całe zło, z którym przyszłam i zanurzyłam się w oczyszczającym uwielbieniu. Wracam do domu – nic nie rozumiem! Choroba zdaje się zwyciężyła – dziecko się dusi, trzeba na pogotowie. Gdybyś stał obok, pewnie byś wziął mnie za wariatkę, ale postanowiłam przeczekać jeszcze tę noc, mówiąc bez ogródek, że ranek to jest już granica i nie dam rady być wierna dłużej! Domyślasz się pewnie, że rano zapakowałam chore dziecko i jadę na ten nieszczęsny zastrzyk  i po drodze ciągnie mnie jakoś nie w stronę pogotowia! ale do kościoła, patrzę na zegarek: mam 5 minut do Mszy Św. i wojna myśli w głowie… Odbijam z jakiegoś nieracjonalnego powodu na parking przy kościele i zapłakana ofiarowuję tę Mszę Św. błagając o uzdrowienie dziecka, dosłownie przyniesionego na rękach do stóp Pana. Już podczas liturgii słowa Malwince zaczyna się odrywać kaszel, a do czasu komunii św. córka uaktywniła się na tyle, że musiałam wyjść z nią z kościoła, bo zaczęła swoim zachowaniem rozpraszać co bardziej skupionych wiernych. Nie było zastrzyku, odstawiłam też tego dnia inhalator, dziecko poszło do przedszkola zupełnie zdrowe następnego dnia, a nauczycielka nie wierzyła, że córka chorowała na zapalenie krtani (ostre).
Świadectwo moje niech uzmysłowi tobie, że nie musisz szukać mszy świętych o uzdrowienie, polować na wystawienników omadlających twoje intencje, chwytać się egzorcystów i co tam ci jeszcze przyjdzie do głowy! Jezus jest tu! Jeżeli Mu pozwolisz, On zrobi co trzeba! W cichej modlitwie w twoim pokoju przyjdzie do Ciebie, jeżeli uwierzysz.
Jesus-Fish-Custom
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Matka Jego!
Jestem osobą, która doświadczyła łaski Pana i chcę złożyć świadectwo przemiany mego życia.
Wychowałam się w pełnej, katolickiej rodzinie, osiem lat śpiewałam w młodzieżowym chórze parafialnym i przez cztery lata należałam do Oazy – Ruchu Światło- Życie. W życiu dorosłym droga, którą kroczyłam niebacznie zaczęła oddalać się od Pana i atrakcje świeckiego życia przysłoniły mi fakt, iż zbłądziłam. Wpadłam w pułapkę szatana, który na długie lata skutecznie wmówił mi, że jestem osobą niegodną przebaczenia, skoro nawet sama sobie nie do końca potrafię przebaczyć. Choć modliłam się i uczęszczałam do kościoła ( niezbyt systematycznie) – byłam tzw. ,,martwą duszą”. Żyłam ,,po swojemu”. I trwałoby to zapewne nadal, gdyby nie pewne wydarzenia, które moje uporządkowane życie wywróciły ,,do góry nogami”.
Z perspektywy dwóch lat patrzę na te wydarzenia jak na lawinę, która zstępując z góry niszczyła po drodze wszystko. Zaczęło się od serii zdarzeń komunikacyjnych – miałam kolizję nie z mojej winy, kłopoty z ubezpieczycielem i odszkodowaniem. W tym samym czasie auto mojego męża w wyniku awarii uległo całkowitej kasacji, kupiliśmy kolejne, które miesiąc później w wyniku poważnej kolizji uległo zniszczeniu. Mąż wyszedł z tego zdarzenia obolały, ale bez złamań i to było naszym małym rodzinnym cudem przeżywanym w czasie Świąt Bożego Narodzenia ( wracał na święta do domu z zagranicy). Prawie jednocześnie zaczęły się moje problemy zdrowotne, odkryłam guz w piersi, który okazał się niegroźną torbielą (jestem od tej pory pod stałą opieką onkologiczną). Równoległe zaczęły się moje problemy ginekologiczne, które po ponad roku doprowadziły do poważnej anemii (hemoglobina na poziomie 5,5). Nie wiedziałam jednak, że jest to anemia, żaden lekarz mi jej nie zdiagnozował. Różne niepowodzenia dotykały przez ten czas naszą rodzinę na płaszczyźnie wielu dziedzin życia. Były to trudne doświadczenia, ale jakoś jeszcze sobie z nimi radziliśmy. I wtedy nastąpił kolejny cios, który sprawił, że mój świat po prostu się zawalił. Tym co mnie dobiło była krzywdząca utrata pracy. Okoliczności tego wydarzenia i sposób, w jaki się o tym dowiedziałam, a także wszelkie konsekwencje były dla mnie traumatycznym przeżyciem. Przez cztery miesiące wycofałam się niemal z życia i odizolowałam od ludzi. Targały mną bardzo złe emocje, nie mogłam spać w nocy, długie godziny nocnego czuwania przeznaczałam na rozpamiętywanie mojej krzywdy i wylewanie łez. Te wydarzenia zbiegły się w czasie z coraz silniejszymi objawami anemii, kilka razy straciłam przytomność będąc poza domem. Bardzo źle się czułam fizycznie i psychicznie.
I wtedy przypadkowo (a może nie, bo nie ma przypadków) spotkałam koleżankę, która opowiedziała mi o wspólnocie do której należy i dała świadectwo. Zaciekawiło mnie to i poruszyło jednocześnie. Agnieszka wzięła ode mnie numer telefonu i następnego dnia wysłała mi sms-a z zaproszeniem na spotkanie grupy Odnowy w Duchu Świętym. Było wiele sprzeciwu we mnie, by tam pójść, ,,biłam się z myślami”. W końcu poszłam głównie z grzeczności. W czasie tego spotkania grupa modliła się na głos wyrzekając się poszczególnych duchów. Z wiarą wypowiedziałam zwłaszcza słowa: ,,Wyrzekam się ducha przekleństw”. Po spotkaniu czułam spokój w sercu, którego nie miałam już od dłuższego czasu. Dopiero po kilku dniach zorientowałam się, że z mojego słownika zniknęły przekleństwa, które towarzyszyły mi od co najmniej roku we wszelkich nerwowych sytuacjach rodzinnych – a których w żaden sposób nie umiałam wyeliminować z mej mowy. To było niesamowite, żadna kontrola z mojej strony nie dokonała tego, co dostałam gratisowo od Pana Jezusa w czasie tej modlitwy. Co za radość:-)
Miesiąc później znalazłam się za namową Agnieszki w kościele na Wieczorze Uwielbienia. Modlitwy trwały dość długo, a we mnie narastało zniecierpliwienie. W pewnym momencie czułam wręcz ponaglenie do wyjścia stamtąd ( nigdy wcześniej nie miałam takich odczuć w kościele), na szczęście była to pora na podejście do kapłana posługującego modlitwą uwolnienia. Gdy uklękłam, prosiłam o uwolnienie mnie od wszelkich negatywnych uczuć związanych z utratą pracy: nienawiści, złości, bólu, goryczy, żalu. Kapłan modlił się nade mną, a moje serce i całe ciało drżało, czułam też ciepło, które przynosiło mi ukojenie i spokój serca. Do domu wróciłam szczęśliwa. Tę noc przespałam do rana nie budząc się wcale, kolejne noce także. Moje życie uległo zmianie, gdyż Pan przemienił moje serce. Zabrał mi to wszystko, o co prosiłam. W zamian dostałam wiele łask, dzięki którym od nowa porządkuję i buduję moje życie. Mogłabym tu zacytować słowa piosenki pt.: ,,Na nowo stwarzaj mnie”, pod każdą zwrotką zdecydowanie się podpiszę. Dla Pana nie ma nic niemożliwego, a Jego miłość do każdego grzesznika stała się dla mnie źródłem nadziei i siły.
Jestem głęboko przekonana, iż to Maryja wyprosiła mi łaskę przemiany serca. Ona nigdy o mnie nie zapomniała, nawet wtedy, gdy wydawało mi się, że zostałam sama ze swymi problemami i zranieniami. Najukochańsza Matka nie zapomina o swych dzieciach, które zostały Jej oddane w opiekę, choćby człowiek o tym fakcie zapomniał – Maryja pamięta.
Proces mego nawrócenia wciąż trwa. Należę do Odnowy w Duchu Świętym, odnalazłam w niej swoje miejsce. Po wielu latach zdobyłam się na szczerą spowiedź, oczyszczam się z grzechów, dzięki Jezusowi przebaczyłam wszystkim osobom, które mnie zraniły.  Jako ,,mól książkowy” pochłaniam spore ilości książek o tematyce religijnej, słucham kazań w Internecie. Modlę się Nowenną Pompejańską, dzięki której lepiej poznałam Matkę Bożą z Pompejów. Powierzyłam Jej całą moją rodzinę i dostałam wymowny znak opieki Jezusa i Niepokalanej Dziewicy.
Na początku października, mój syn wyjechał swoim motorem na przejażdżkę. Dość długo go nie było, gdy wrócił od razu zapytał: ,,Mamo, czy ty się za mnie modliłaś, gdy wyjechałem?” Odpowiedziałam twierdząco, codziennie modlę się za moich bliskich, a gdy syn wyjeżdżał dodatkowo zanurzyłam go i jego motor w Najświętszej Krwi Jezusa z prośbą, by okryła go i ochroniła. Okazało się, że syn jadąc z dużą prędkością źle wszedł w zakręt i wiedział, że nie obroni się przed zderzeniem z barierami. Przewidywał, że zderzenie co najmniej złamie mu nogę, a pęd przerzuci go przez bariery do głębokiego rowu, gdzie mógł zostać dalej zraniony bądź połamany, także przez motor, który mógł na niego spaść. Tak się nie stało. Uderzenie nie zraniło syna ani nie uszkodziło motoru. Nie przeleciał też przez barierki, pęd ciągnął go wzdłuż nich dopóki nie wyhamował. Syn był w szoku, mając doświadczenie kilku kolizji i świadomość czym mogą się skończyć – nie dowierzał temu co się stało, obejrzał siebie i motor, obtarciu uległ jedynie but po zetknięciu z barierką i w dwóch miejscach motor. Gdy wrócił do domu (całkowicie sprawnym motorem) dalej analizował ze mną tę niezwykłą sytuację. Przypomniałam sobie, że 25 września odbyła się w Pompejach Msza Święta, odprawiana m.in. w intencji mojej rodziny i opieki Anioła Stróża dla mojej córki i mego syna. Otrzymana łaska zdrowia i życia syna to piękny dar, to zdarzenie umocniło zarówno moją wiarę, jak i wiarę mego syna. Każdego dnia mego życia pragnę powtarzać za Świętym Michałem Archaniołem Jego słowa: Któż jak BÓG!
Chwała Panu!
Anna, Wspólnota ,,Emmanuel” Włodawa

sjdj-crop - Kopia

Swoje świadectwo możesz dostarczyć do nas za pomocą e-maila:  emmanuelwlodawa@op.pl